Infobrokerstwo – jako nowa płaszczyzna wsparcia administracji publicznej

T.Wojewódzki ,Zarządzanie wiedzą w administracji publicznej./w:/  Społeczeństwo informacyjne 2005. Katowice: Polskie Towarzystwo Informatyczne. Oddział Górnośląski, 2005. ISBN 83-922624-3-3.

Infobrokerstwo – jako nowa płaszczyzna wsparcia administracji publicznej.

Tadeusz Wojewódzki

Streszczenie: Społeczeństwo wiedzy traktuje kapitał intelektualny- jako podstawowy, najważniejszy zasób organizacji, a wiedzę- jako towar. Tworzenie i korzystanie z informacji, wiedzy (I/W) jest w tym społeczeństwie zjawiskiem istotnym. Jednym z przejawów istotności jest masowość zjawiska. W tak określonym kontekście interesuje mnie odpowiedź na pytanie: Co dla administracji publicznej oznacza teza o kapitale intelektualnym- jako podstawowym zasobie organizacji? Co to oznacza- w praktyce, że administracja publiczna tworzy I/W dla potrzeb swojego klienta? Stan obecny jest taki, że wiedzę- najcenniejszą dla klienta urzędu, a więc taką- jak szybko i skutecznie (bez naruszania prawa) uzyskać od administracji stosowną decyzję (potocznie- „załatwić sprawę”)- urząd ma przede wszystkim w głowach urzędników. Jest to WIEDZA CHODZONA. Chodzi z urzędnikami. Urzędnicy korzystają z niej, na codzień, ale nie werbalizują. W urzędach ujawniana jest nie wiedza chodzona, lecz WIEDZA DLA KLIENTA. Jest to wykaz warunków załatwienia różnych spraw -określonych stosownymi przepisami prawa. Tylko urzędnicy wiedzą, jaka jest praktyka załatwiania spraw i na czym polega rozbieżność między tzw. teorią, a praktyką. Dlaczego sprawy się przeciągają, utykają. O tym, że istnieją skuteczniejsze sposoby finalizowania spraw urzędowych- wiedzą także klienci. Wyraża się to w poszukiwaniu tzw. dojścia. Dojście- to mechanizm uruchomienia skuteczniejszych sposobów załatwienia spraw klienta, czyli mechanizm uruchamiania wiedzy chodzonej. Urząd skuteczny to taki, który pracuje wedle najlepszego z posiadanych przez siebie obszarów wiedzy. Najlepszego- z punktu widzenia interesów klienta. Urząd będzie skuteczny, jeśli WIEDZA CHODZONA stanie się wiedzą dostępną publicznie. Niewiele jest racjonalnych przesłanek skłaniających do wydawania optymistycznej opinii o szansach przekształcenia wiedzy chodzonej w publiczną. Szansę taką autor niniejszej publikacji upatruje w rozpowszechnieniu metod stanowiskowej pracy umysłowej opierającej się na kwantyfikowaniu I/W oraz przygotowywaniu jej do procedur decyzyjnych. Proces przekształcenia wiedzy stanowi w nim integralną, (ale nie oddzielną) część procesów decyzyjnych, wspieranych przez służby infobrokerskie. Jeśli odpowiedzialność za decyzje administracyjne będzie obejmowała aspekt merytoryczny (poza formalnym), to merytoryczną zasadność będą dokumentowały argumenty pochodzące ze skwantyfikowanej wiedzy. Mogą one być dostarczane w postaci autoryzowanych drzew argumentów decyzyjnych. Infobrokerstwo jest- zdaniem autora- realną szansą wsparcia potrzeb administracji publicznej- w tym zakresie- racjonalizując jednocześnie procesy decyzyjne i animując pożądane przekształcenia w zakresie wiedzy.

„Przyszłość będzie należała do narzędzi i, co ważne, do ludzi, którzy będą kiperami informacji. Będą smakować i oceniać: co warte jest przeczytania”[1].

Gdzie jest to społeczeństwo informacyjne?

Powoływanie się na argument wymogów społeczeństwa informacyjnego pełni niejednokrotnie w przedmiotowych polemikach rolę argumentu ostatecznego, niewymagającego dodatkowych wyjaśnień czy uzasadnień. Nie tylko ze względu na lizbońską strategię, ale nade wszystko ekonomiczne efekty amerykańskiej gospodarki, która wciąż ucieka europejskiej. O ile jednak wcześniejsze modele rozwiniętej gospodarki przekonywały namacalnymi argumentami powalającymi prima facie, nawet mniej zorientowanego polemistę, to argument wiedzy- jako towaru – jest mało „medialny”.

Można powiedzieć tak: wcześniej nowoczesność dawała się pokazywać i mówiła sama przez się i za siebie. Nowoczesna fabryka, narzędzia- wyroby w nowoczesnym, rozwiniętym gospodarczo kraju- wyraźnie odstawały od fabryki, narzędzi czy wyrobów kraju zacofanego. Wystarczyło tylko rozejrzeć się, popatrzeć i wszystko było jasne.

Dzisiaj jest inaczej. Dwa, tak samo nowoczesne-na pierwszy rzut oka- miejsca na świecie, produkujące podobne produkty, mogą należeć do dwóch różnych (perspektywicznie) światów. I tego na pierwszy rzut oka nie będzie widać. Nie dlatego, że różnicy nie ma, ale dlatego, że nie ma jej w tym obszarze, który na ów pierwszy rzut oka jest widoczny. Różnica, bowiem między wspomnianymi miejscami nie polega na technologii, która w obu przypadkach może być tak samo nowoczesna. Nie jest też zauważalna w jakości produktu. Te mogą być porównywalne. Tym bardziej w ilości, która jeszcze nie tak dawno temu odgrywała zasadniczą rolę. Róznica między tymi miejscami tkwi w potencjale intelektualnym, a tego nie widać. Kiedyś różnica polegała na tym, że jedni pozyskiwali lub wytwarzali i dostarczali praktycznie surowce, a inni tworzyli na ich bazie produkty wysokoprzetworzone. Ich wiedza znajdowała bezpośrednie odbicie w produkcie. Obecnie tkwi w ludzkich umiejętnościach, mentalności, nawykach itd. I tak: jedni potrafią lepiej rozeznać rynek, ustalić prawidłowości, przewidzieć tendencje i dostosować do nich wyroby, a inni – nie. Jedni potrafią w błyskawicznym tempie wprowadzić kilka nowych modeli i przygotować następne, a inni – mogą co najwyżej wyprodukować więcej i taniej modele, które wkrótce nie będą sprzedawały się wcale. Jedni i drudzy, choć mają takie same żołądki, podobne upodobania kulinarne i gusty- funkcjonują już teraz w dwóch, zupełnie innych światach. Na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale wkrótce pojawią się różnice w jakości życia i wszystkich pochodnych wyższych dochodów.

Co ma z tym wspólnego koncepcja społeczeństwa informacyjnego? Ma. Nie można rozpoznać czegoś, o czym nie ma się zielonego pojęcia lub nie wie, że to coś w ogóle istnieje. Dostrzeżenie różnic między wspominanymi wcześniej niby takimi samymi miejscami na świecie- możliwe jest pod warunkiem dysponowania określonym aparatem pojęciowym, określoną teorią wyjaśniającą- czyli ujmując rzecz najkrócej: wiedzą. Dopiero z intelektualnej perspektywy społeczeństwa informacyjnego wiele zjawisk jawi się w zupełnie innych barwach, a wiele wcześniej niezauważalnych – staje się istniejącymi w sposób oczywisty.

Społeczeństwo informacyjne jest więc pewną kategoria pojęciową, która pozwala nam jeśli już nie lepiej, to inaczej niż czyniliśmy to przed jej powstaniem- zinterpretować i rozumieć otaczający nas świat.

Co to wszystko ma wspólnego z administracją?

Ma. Tak samo, jak bez określonej wiedzy patrzy się na zjawiska z perspektywy ton stali i tego kto umie wyprodukować, tak samo kategoria społeczeństwa informacyjnego pozwala spojrzeć na administrację publiczną i jej zadania w nowoczesnym społeczeństwie- z innej, ciekawszej poznawczo pozycji.

Administracja tak postrzegana musi w nowoczesnym społeczeństwie nie tylko nadążać za rozwojem gospodarki, ale odpowiadać za przygotowanie warunków do jej funkcjonowania w dziedzinach przyszłej ekspansji. Efektywne załatwianie spraw bieżących- według najlepszej wiedzy, jaką administracja publiczna posiada- jest nie tyle sukcesem, co oczywistą normą. Wszelkie odstępstwa od niej powinny być traktowane tak samo, jak nieuzasadnione wydatkowanie publicznych pieniędzy, gdyż innych- poza publicznymi, administracja przecież nie ma.

Gospodarowanie publicznymi finansami kontroluje się w administracji pod kątem zgodności z ustawą i określonymi przepisami. Największe jednak, niczym nieuzasadnione koszty powstają wskutek opieszałości administracji w podejmowaniu decyzji mających wpływ na sprawy gospodarcze i społeczne. Tutaj są źródła faktycznej niegospodarności i strat, które dadzą się wyliczyć równie skrupulatnie, jak ilość herbaty przypadająca na jednego zatrudnionego w urzędzie, której zakupy są nieodłącznym elementem jednostek kontrolujących.

Tak, jak myślenie o gospodarce starymi kategoriami nie pozwala dostrzec istotnych różnic między gospodarką mniej i bardziej perspektywiczną, czyli mniej i bardziej nastawioną na wiedzę, tak samo spojrzenie na administrację i jej rolę w nowoczesnym społeczeństwie- może pozostawać na poziomie adekwatnym do bardzo dawnych czasów. Administracja publiczna doby społeczeństwa informacyjnego, to taka sama organizacja, jaką wypracowała przedsiębiorczość. I tu i tam podstawowe zasoby, które decydują o przyszłości- to kapitał intelektualny oraz zdolność organizacji do kreowania warunków jego rozwoju i wykorzystania.

Tak więc odpowiadając na pytanie postawione w tytule tego podrozdziału o społeczeństwie informacyjnym, gdzie ono jest- odpowiedzmy: Szkopuł tkwi nie w tym, gdzie jest to społeczeństwo informacyjne, ale gdzie my jesteśmy- z perspektywy intelektualnej, jaką ta kategoria pojęciowa stworzyła. Z punktu widzenia wiedzy o procesach ekonomicznych, społecznych i politycznych, które ona kreuje? A w szczególności- gdzie jest obecna administracja publiczna i jaką wizję przyszłości dla pozostałych dziedzin życia społecznego i gospodarczego- tak postrzegana administracja- generuje.

„A” jak INFORMACJA/ WIEDZA

Czy administracja publiczna przygotowana jest w chwili obecnej technologicznie, a przede wszystkim mentalnie- do przetwarzania I/W w ogóle, a pod kątem dynamicznie rozwijającego się społeczeństwa – w szczególności? Tak, aby przygotowywać wyprzedzające wobec potrzeb gospodarczych i społecznych decyzje, a szerzej – ustawodawstwo, rozpoznawać społeczne potrzeby w tym zakresie, inicjować rozwój społeczeństwa obywatelskiego itd.

Aby pełnić jakąkolwiek istotną rolę w nowoczesnym społeczeństwie trzeba dysponować określoną potencją w zakresie operacji przeprowadzanych na I/W. Zarówno systemową, jak i stanowiskową. Większość programów napraw i planów strategicznych- nie tylko z obszaru informatyki porusza pierwsze z tych zagadnień dotykając różnych jej aspektów- od konieczności standaryzacji dokumentów i procedur, po rejestry państwowe i rozwiązania w
skali globalnej. My natomiast skoncentrujemy się na obszarze stanowiskowym, gdyż rozgrywające się w tym zakresie procesy będą miały nie mniejsze znaczenie.

Dlaczego scena indywidualnych zachowań stanowiskowych jest naszym zdaniem tak istotna?

Decyduje o tym kilka przynajmniej czynników.

Jednym z istotniejszych jest szczególnie niska podatność tego obszaru na jakąkolwiek standaryzację. Praktycznie to, jakim regułom podporządkowany jest indywidualny „warsztat pracy” urzędnika- pozostaje jego prywatną, osobistą sprawą -w publicznym miejscu wykonywania służbowych obowiązków. Nie tylko zresztą urzędnika.

Taki stan rzeczy jest pochodną szeroko rozumianych warunków kulturowych, w których pracodawca zainteresowany jest przede wszystkim- lub jedynie- produktem końcowym, a sam proces dochodzenia do tego rezultatu- w zasadzie go nie interesuje. Jest to sytuacja analogiczna do tej, którą metodolodzy określają jako „kontekst odkrycia”, o którym niewiele potrafimy powiedzieć, a który decyduje o powstaniu teorii, wiedzy, czasami genialnego odkrycia. Jak na to „wpadłeś”, jak to odkryłeś? To twoja tajemnica. My sprawdzimy wartość twojej pracy i za to otrzymasz wynagrodzenie.

Paradoksalność tej sytuacji polega na tym, że pracodawca opłacający godzinowo pracownika powinien być, a nie jest- najbardziej zainteresowany nie tylko rezultatem pracy, ale głównie „warsztatem”, szczególnie tymi jego elementami, od których zależy w sposób oczywisty najprostsza efektywność pracy.

Jakie zachowania pracownika są – z tak określonego punktu widzenia najbardziej naganne? Wydaje się, że przede wszystkim powolne wykonywanie tego, co można i należy robić szybciej. Jeśli więc jest to praca z komputerem, to elementem absolutnie wstępnej oceny poziomu przydatności konkretnego pracownika- na takie stanowisko pracy- powinno być bezwzrokowe posługiwanie się klawiaturą 10 palcami. Jest to wymóg tak oczywisty, jak prawda, że połowa mniejsza jest od całości.

Zatrudnianie za publiczne pieniądze pracownika posługującego się tylko 4 palcami, choćby nawet dość sprawnie przebierającego nimi po całej klawiaturze- jest nieuzasadnione wobec możliwości zatrudnienia tego, który pisze szybciej, gdyż 10 palcami – bezwzrokowo. Konia z rzędem temu, kto słyszał o wynikach kontroli finansowej ,która ukarała kogokolwiek w administracji za taką rozrzutność. Drugiego konia temu, kto wie iloma palcami posługuje się cała administracja publiczna siedząca przy klawiaturach. Gdyby ktoś policzył, może łatwo doszedłby do wniosku, że w Polsce pracuje 2,5 x mniej ludzi niż wskazuje na to ilość etatów (10 palców, dzielone przez 4).

Powie ktoś, że pisanie na klawiaturze nie jest najważniejsze w urzędzie? Słusznie, ale jest, co najmniej tak samo powszechne, jak czytanie i o tym też warto wspomnieć, szczególnie w kontekście możliwości szybkiego czytania. Czy można uznać za sprawnie pracującego urzędnika, który wolno czyta? Szybciej- nie znaczy mniej uważnie- tylko bardziej wprawnie. Gdyby, bowiem iść tropem, że wolniej- znaczy uważniej, to rychło doszlibyśmy do wniosku, że najsprawniej czytają pierwszoklasiści, a najpewniejszą sztuką czytania jest sylabizowanie. Znów- kto kiedyś próbował sprawdzić jaka jest orientacyjna choćby ilość urzędników posiadających tak fundamentalną zdolność, jak szybkie wprawne czytanie. Koniec końców chodzi o miejsce pracy, gdzie czyta się – często.

Nie tylko czyta. Również słucha i rozmawia. Nie wspomnę w tym kontekście o trudnej i coraz rzadszej w Polsce sztuce czytania i słuchania ze zrozumieniem. Jeśli jednak przyjąć, że większość z tych 15- 20 procent naszych rodaków, to akurat pracownicy administracji, należałoby wykluczyć z grona „podejrzanych” wszystkich studiujących i nauczających i kilka jeszcze grup zawodowo skłonnych do posiadania umiejętności czytania (i słuchania) ze zrozumieniem. Jaki jest procent spraw źle załatwianych z powodu niewłaściwego zrozumienia – czytaj braku zrozumienia- sensu, istoty sprawy? Szczególnie, jeśli jej poziom skomplikowania wykracza poza rutynowe przyjęcie opłaty za psa? Sprawy rutynowe dawno powinny załatwiać komputery. Urzędnicy powinni być przygotowani do rozwiązywania spraw bardziej skomplikowanych, gdzie człowiek, jego wiedza- są czynnikami decydującymi o adekwatnej interpretacji oraz prawidłowej decyzji.

Zanim, więc przejdziemy do spraw bardziej skomplikowanych, znamionujących społeczeństwo informacyjne i typowe dla niego procedury- zacznijmy od abecadła. Od tych umiejętności i tej wiedzy, która na indywidualnym, konkretnym stanowisku pracy decydują o tempie i jakości przebiegających tutaj procesów. Zanim przejdziemy do kompetencji komputerowych urzędnika- zapytajmy o to, na jakim poziomie plasują się jego umiejętności obsługi klawiatury, jak wprawnie czyta ze zrozumieniem i co z tego, co słyszy- adekwatnie rozumie.

Umiejętności bez miary.

Wspominam o tych walorach pracowniczych – z perspektywy wymogów społeczeństwa informacyjnego Anno domini 2005 i to tak podstawowych, że możliwych do zrealizowania bez uruchamiania infrastruktury teleinformatycznej i wysokonakładowych programów. To, co jest już dzisiaj problemem -stanie się problemem z prawdziwego zdarzenia, kiedy wymogi wobec kwalifikacji wyjdą poza sztukę wprawnego pisania i czytania. A jest nim zapewne znajomość obsługi komputera.

Z przyjętej tutaj- stanowiskowej perspektywy istotne jest na jakim poziomie wiedza i kompetencje pracownicze limitują włączanie danego stanowiska pracy do zadań projektowych, realizowanych zarówno w tradycyjnych strukturach pionowych, jak i bardziej adekwatnych- do spraw i potrzeb społecznych- strukturach macierzowych. Poczynając od elektronicznego obieg dokumentów, który należy obecnie do grupy bardzo pilnie realizowanych tematów.

Trudno jest mówić o racjonalnym planowaniu jakichkolwiek przedsięwzięć edukacyjnych w administracji- bez rozeznania aktualnego poziomu komputerowych umiejętności w tym środowisku. Jeszcze trudniej cokolwiek planować- bez wspólnego dla wszystkich poczynań punktu odniesienia. Jak w całej polskiej informatyce – również w dziedzinie edukacji komputerowej- potrzeba standaryzacji jest równie wielka, co pilna. Standaryzacji rozumianej nie jako szablon- swoiste chomąto pasujące jedynie do nieistniejącej, statystycznej jednostki-lecz jako punkt odniesienia, miara, skala. Taką rolę w administracji publicznej mógłby zapewne pełnić ECDL. Ze względu na SYLABUSA[2]– jasno określone kryteria i zakresy wiedzy oraz umiejętności można by stosunkowo łatwo uczynić z ECDL -a punkt odniesienia wiedzy i kompetencji na każdym stanowisku pracy. Uruchomić tym samym proces kreowania indywidualnej, dostosowanej do potrzeb, możliwości czasowych i aktualnych wymogów wynikających z realizacji przypisanych zadań- indywidualnej ścieżki edukacji. Chodzi, bowiem o to, aby znów nie uczynić z ciekawej i mądrej idei – jaką jest ECDL- monstrum organizacyjnego.

Podkreślmy, więc raz jeszcze, że ECDL[3] nie jest i nie może być celem samym w sobie. Chodzi jedynie o to, aby cała administracja miała w swoich edukacyjnych planach wspólny punkt odniesienia, a indywidualnie realizowane procesy edukacyjne uwzględniały w pierwszej kolejności te jego elementy, które ze względu na realizowane aktualnie wdrożenia (np. wspomnianego obiegu dokumentów) mogły być zrealizowane przynajmniej w takim zakresie, jak określa to SYLABUS. Patrząc natomiast z perspektywy finansów publicznych i racjonalizacji procesów sterujących wydatkami w tym obszarze- warto zapewne zastanowić się nad tym na ile warunek przynajmniej legitymowania się certyfikatem ECDL -a nie powinien być warunkiem koniecznym zatrudnienia w administracji publicznej.

W nawiązaniu do tytułu niniejszego podrozdziału można powiedzieć, że tak określone umiejętności byłyby „na miarę” czyli mierzalne, jasno określone, zarówno w zakresie wymagań, jak i procedur ich osiągania. Z punktu widzenia wymogów społeczeństwa informacyjnego- taki wymóg jest oczywisty i konieczny.

Urzędnik na urzędzie.

Odpowiedź na pytanie o to, kto jest najważniejszy w urzędzie uwikłane jest w tak zagmatwany kontekst emocjonalno- racjonalny, że na wszelki wypadek zwyczajowo odpowiada się, iż Klient. Jest to prawda o tyle, że odbiorcą usług urzędu zawsze jest klient: osoba, firma, inny urząd. Natomiast z przyjętego tutaj punktu widzenia- wymagań społeczeństwa informacyjnego i zadań administracji publicznej- NAJWAŻNIEJSZY JEST URZĘDNIK.

Można się było spodziewać takiego postawienia sprawy w momencie wyboru stanowiskowej perspektywy wymagań, który sygnalizowaliśmy już wcześniej. Sam jednak wybór- określonej płaszczyzny rozpatrywania jakiegoś problemu- nie determinuje tak jednoznacznego. Bierze się ono z roli, jaką urzędnik ma do spełnienia w urzędzie. Jest to rola najważniejszego, gdyż decyzyjnego ogniwa. Oczywiście decyzyjność interesująca nas tutaj daleka jest od tej, którą określa poziom przyjęcia lub nie- opłaty za wskazywanego przedtem czworonoga. Jest to bowiem poziom wyznaczony potrzebami nowoczesnego społeczeństwa. Zanim powiemy, że urząd w takim społeczeństwie bardziej zbliżony jest do nowoczesnych firm doradczych niż biura przyjmowania dokumentów, a urzędnik bardziej do menedżera niż właściciela zarękawków, to zaznaczmy od razu, że wizja taka usankcjonowana jest i osadzona w realiach administracyjnych dużo mocniej niż wizjonerskie skłonności autora. W każdym razie jeśli najlepsze praktyki administracji mają wartość sankcjonującą – to w takim sensie i znaczeniu- wartość posiada opierająca się na nich refleksja.

Centralne usytuowanie urzędnika- jako decyzyjnego ogniwa w administracji wynika z jego obecności w procesach komunikacyjnych związanych z I/W. Jest to rola wymagająca kompetencji pozwalających selekcjonować sygnały docierające do urzędu- jako istotne dla realizowanej strategii regionu lub nie, ważne dla realizowanej misji urzędu lub nieistotne, znamienne dla monitorowanych potrzeb danej społeczności czy też nie, itd.

Ponadto i poza tym jest to jednak rola urzędnika podejmującego decyzje istotne z punktu widzenia jakości życia danej społeczności. W chwili obecnej główny nacisk kładzie się w administracji na formalno- prawny aspekt tych decyzji. Ich zgodność z prawem. Mniejszą wagę przywiązuje się do meritum sprawy. Decyduje o tym szeroko rozumiany kontekst kulturowy, który obecnie, pod wpływem nowych, projektowych reguł pozyskiwania funduszy publicznych oraz innego sposobu ich rozliczania- ulega gwałtownym przeobrażeniom.

Dla lepszego zobrazowania tego zjawiska posłużmy się przykładem zasadności zakupu sprzętu komputerowego- w tradycyjnym kontekście kulturowym i nowym- bliższym unijnemu sposobowi myślenia. Otóż kontrola zakupu sprzętu komputerowego w tradycyjnym ujęciu sprowadzi się do sprawdzenia zgodności ze stosownymi przepisami finansowymi, poprawności dokumentacji itd. W nowym sposobie myślenia dojdzie to, czego wcześniej nie było: zasadność merytoryczna tego, co ten sprzęt posiada – w odniesieniu do konkretnego stanowiska pracy, dla potrzeb, którego sprzęt ten zakupiono. Nowym pytaniem – w tym kontekście będzie zapewne i to o merytoryczna zasadność obecności profesjonalnego programu do grafiki komputerowej- na sprzęcie zakupionym dla potrzeb np. dyrektora generalnego, o obowiązkach, którego wiadomo, że grafiki komputerowej przetwarzać nie musi.

Wskaźnikowy i teleologiczny (celowościowy) sposób myślenia, jaki towarzyszy pozyskiwaniu i rozliczaniu funduszy unijnych zdecydowanie upowszechni myślenie kategoriami merytorycznych uzasadnień decyzji, przy zachowaniu wszelkich rygorów formalno- prawnej ich poprawności. Rola urzędnika- jako głównego ogniwa procedur decyzyjnych (rutynowe będą załatwiane przez maszyny) zostanie tym samym wzmocniona, co nie ma i nie może mieć nic wspólnego z uznaniowością rozumianą jako proces decyzyjny o niejawnych przesłankach. Przesłanek do podejmowania decyzji administracja publiczna nie będzie w stanie przygotowywać samodzielnie. Powstaje więc problem- kto i w jakim trybie materiał taki może przygotowywać.

Infobrokerstwo[4]– nowa dziedzina wiedzy

Problem I/W jest problemem wpisanym w specyfikę społeczeństwa informacyjnego. Smog informacyjny, nadmiar informacji, wiedzy- trudna do określenia jej wartość, jeszcze trudniejsze do ogarnięcia obszary objętościowo rozrastające się w coraz szybszym tempie- to kontekst zjawisk i zdarzeń generujących zapotrzebowanie na I/W o określonych cechach: autoryzowaną, pewną, kwantyfikowaną. Tylko I/W wiadomego autorstwa autoryzującego jej jakość, sprawdzoną certyfikowanymi procedurami gwarantującymi jej pewność, metodologiczną wartość i treściową istotność, podawana w formule łatwej do przetworzenia i przyswojenia- daje szansę prawidłowego funkcjonowania organizacji w społeczeństwie informacyjnym. Trudno wyobrazić sobie, aby tak skomplikowane zadanie mogli wykonywać inni ludzie, niż wysoko wykwalifikowani specjaliści z zakresu I/W. Nazywamy ich infobrokerami z tego względu, iż to właśnie brokerzy informacji jako pierwsi odpowiedzieli na nowe potrzeby nowoczesnego rynku wiedzy.

Administracja, analogicznie, jak inne organizacje funkcjonujące w społeczeństwie informacyjnym będzie korzystała z usług infobrokerkich. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że przyjęte tutaj rozumienie infobrokerstwa różni się w sposób istotny od tego, jakie funkcjonuje dzisiaj na rynku.

Różnice te ująć można w kilku podstawowych tezach:

  • Infobroker jest interdyscyplinarnym specjalistą funkcjonującym w schierarchizowanej strukturze kompetencji i uprawnień;
  • Infobroker funkcjonuje jako pracownik organizacji i odpowiada za wszelkie procesy związane z I/W lub świadczy usługi na zasadach analogicznych do innych usług outsourcingowych;
  • Infobroker systemowy współpracuje w ramach systemu (np. FISZ-A-WID[5]) respektując ustalone formy zapisu I/W (np. kwanty, fiszki, worki) oraz pozyskuje i udostępnia uczestnikom systemu wyniki swojej pracy- na ustalonych zasadach;
  • Stanowiskowe metody pracy w organizacjach zakładają stałe korzystanie ze wsparcia infobrokerskiego- respektując- w przypadku infobrokerstwa systemowego, przyjęte formy kwantyfikowania wiedzy oraz inne reguły określające procedury związane z I/W.

Streszczając istotę różnic można powiedzieć, że funkcjonujące dotychczas na rynku zadania infobrokerskie podejmowane były głównie w postaci usług specjalistycznych związanych z pozyskiwaniem i przetwarzaniem informacji. Natomiast nasze rozumienie dąży do standaryzacji zachowań i produktów. Standaryzacji umożliwiającej z jednej strony- masowy udział obywateli w procesie tworzenia wiedzy, a z drugiej korzystanie z tych rezultatów. Nie jest to przy tym kopiowanie idei Wikipedii[6], która zaspokaja inne potrzeby i ma zgoła inny cel. Nasze spojrzenie – jak sygnalizowałem to wielokrotnie- jest spojrzeniem z perspektywy stanowiska pracy. Na tym stanowisku powstają produkty, które kupuje pracodawca. Powstają też jednak rezultaty, które niezbędne są do stworzenia produktu finalnego. Są to informacje, wiedza, w formie analiz, notatek, przemyśleń. Produkt finalny trafia do pracodawcy, a cała reszta- do kosza. Wraz z naszymi przemyśleniami, które powstały w trakcie studiowania wyszukanych materiałów. Razem z informacjami, których szukamy za jakiś czas, z zacięciem wartym bardziej oryginalnego zajęcia. Wobec tej oczywistej rozrzutności proponujemy zapisywanie części, chociaż- tych rezultatów- w umówionej formie. Jednakowej dla wszystkich, skoro wszyscy będą z tego korzystali. Infobroker systemowy- to ktoś, kto odpowiednio przygotowany jest w stanie z jednej strony rozpoznawać i zaspokajać nasze stanowiskowe potrzeby w zakresie I/W, a z drugiej zadbać o to, aby owoce naszej zapobiegliwości znalazły swoje miejsce w systemie. O ile mamy taką wolę i przekonanie. Równie, bowiem dobrze- możemy z tak zapisanych rezultatów korzystać tylko my.

Wspominałem o wybranym przez nas obszarze zainteresowań, że jest szczególnie oporny i odporny na wszelkie próby standaryzacji. To prawda, ale tak, jak ta bardziej inteligentna czyli leniwa strona człowieka odpowiada za ów opór materii, tak sukces i wsparcie mogą przyjść dokładnie z tej samej strony. Wszak tych, którzy lubią podane strawy jest znacznie więcej niż tych, którzy lubią je podawać. Szczególnie, gdy w grę wchodzi skomplikowana materia merytorycznego kontekstu decyzji. Także administracyjnych.

Decyzyjny kontekst uzasadnień merytorycznych.

Istnieje zasadnicza rozbieżność między urzędniczym rozumieniem „bycia w porządku”, a potocznym- czyli w tzw. odczuciu społecznym. Bycie w zgodzie z prawem jest -według urzędniczego sposobu myślenia- warunkiem koniecznym i wystarczającym zarazem „bycia w porządku”. To jednak nie w urzędniczym, lecz w społecznym osądzie rozstrzygają się kwestie istotne dla postrzegania urzędu, jako reprezentanta interesów lokalnej społeczności. Pozostawanie w zgodzie z prawem- nie wystarcza. Jest wprawdzie warunkiem koniecznym „bycia w porządku”, ale nie jest wystarczającym. Odwołajmy się może do abstrakcyjnego nieco przykładu, aby wyjaśnić, o co dokładnie w myśleniu tym chodzi.

Załóżmy, że mamy do czynienia z administracją, która ma podjąć decyzję o wydaniu zezwolenia na otwarcie 6- go sklepu spożywczego na osiedlu. Administracja będzie w porządku- wedle swojego przekonania- jeśli wyda zgodę w terminie i zgodnie z przepisami. I obwieści ten fakt umieszczając go w morzu innych informacji na stronie internetowej lub dzienniku urzędowym.

Mieszkańców osiedla interesuje jednak coś innego: czy i w jakim stopniu decyzja ta uwzględnia ich interes? Zamiast informacji, że decyzja wydana została w oparciu o paragraf i zgodnie z ustawą- woleliby dowiedzieć się, jakimi argumentami merytorycznymi kierowała się administracja przy podejmowaniu wspomnianej decyzji.

Jakiego typu mogły być to argumenty?

Wymieńmy kilka:

  • 5 dotychczasowych sklepów radykalnie poprawiło asortyment, który wzrósł z 1.200 do 4.000 pozycji;
  • relatywnie zmniejszyły się ceny- sklepy nie należą do „tej samej ręki” i wyraźnie konkurują ze sobą stosując wyprzedaże, promocje i wiele aktywnych form sprzedaży;
  • zmniejszyła się średnia droga mieszkańca do sklepu;
  • radykalnie wydłużył się czas dostępności usługi- praktycznie do 24 h;
  • urozmaiceniu uległy formy handlu- „mleko prosto od krowy”, „towary z gospodarstwa eko” ;
  • w sklepach znalazło zatrudnienie 10 mieszkańców osiedla;
  • lokalizacja nowego sklepu skróci drogę 1/7 mieszkańców osiedla o 30%.

Dla pełnego obrazu powinny być przypomniane kontrargumenty, jak ten, że potrzebny jest szewc (15% mieszkańców zgłasza taką potrzebę), ale nie ma możliwości pozyskania takiego fachowca. Wskazują na to pozostające bez odpowiedzi -od ponad dwóch lat- oferty kierowane do potencjalnych zainteresowanych.

Pracownicy administracji skłonni są spokojnie wysłuchiwać tego typu oczekiwań pod jednym warunkiem: że występują w roli mieszkańców.

Poza tym zainteresowanie administracji podobnymi rozwiązaniami można pobudzić w zasadzie w jeden tylko sposób: jeśli stworzy się procedurę działań kontrolnych decyzyjnego kontekstu uzasadnień merytorycznych. Póki co jedynie w trybie nadzwyczajnym (jeśli tak określić można- w kontekście administracji publicznej- prace komisji sejmowych) padają pytania o taki kontekst. Pracownik administracji postawiony pod publicznym pręgierzem, zmuszony do obnażenia wszystkich przesłanek merytorycznych określonej decyzji marzyłby zapewne o tym, aby przed obliczem pytających postawić drzewo decyzyjnych argumentów, z kwantami wiedzy na poszczególnych gałęziach, znakowane czasem i powiedzieć: „Ze względu na posiadany stan wiedzy, w takim, to, a takim czasie i dostępne mi argumenty w sprawie, z uwagi na taki to, a taki cel- określony w takich to, a takich dokumentach, jako priorytetowy, podjąłem taką to, a taką decyzję”.

Walory takiego rozwiązania są oczywiste- z punktu widzenia administracji. Jeśli nie jest skorumpowana i zamierza działać racjonalnie, to trudno wyobrazić sobie bardziej komfortową sytuacje, jak sprawnie działający system infobrokerski, którzy dostarcza skwantyfikowane argumenty za i przeciw podjęciu decyzji, argumenty ułożone w drzewo wiedzy, znakowane czasem, autoryzowane. Pomaga ono nie tylko racjonalizować proces decyzyjny, ale posiada nadto dwie przynajmniej jeszcze, bardzo istotne funkcje. Po pierwsze stwarza możliwości merytorycznej oceny pracy podejmującego decyzje- w oparciu o merytoryczne li tylko przesłanki i chroni go przed zarzutami o uznaniowym charakterze jego decyzji. Po wtóre- rezultaty pracy administracji ujawniane w takiej formie, obok typowej dla ścieżki publikacji dokumentacyjnej- pozwala na pełniejszą identyfikację beneficjentów z pracownikami administracji. Jest to przecież ta oczekiwana społecznie formuła „bycia w porządku”. Jako taka otwiera ona drogę do szeregu pozytywnych – z punktu widzenia założeń budowy społeczeństwa obywatelskiego- procesów wzmacniających demokrację w jej wymiarze rzeczywistym, a nie tylko formalnym czy deklaratywnym.

Czego, jak czego, ale szczególnych oporów przed przyjmowaniem usług infobrokerskich w administracji publicznej nie należy się spodziewać ? Tym bardziej, że to pracownicy samej administracji przygotowani do współpracy z infobrokerami systemowymi będą stymulowali, monitorowali i nadzorowali procedury zarządzania wiedzą.

Jaki stąd wniosek?

Wszystkie drogi prowadzą do infobrokerstwa.

W rzeczy samej trudno oprzeć się takiemu wnioskowi. Stąd wybór wypowiedzi prof. R.Tadeusiewicza- prorokującego taki stan rzeczy- jako motto niniejszego szkicu. Mniej istotne jest tutaj nazewnictwo i fakt, że kiperów informacji traktujemy jako członków społeczności infobrokerów systemowych. Istotniejsze jest sedno sprawy. Jeśli bowiem nieco wgłębić się w temat, to infobrokerstwo systemowe więcej rozwiązuje problemów, niż ich stwarza, co jest pewnym novum w naszej rzeczywistości.

Rozwiązuje, a dokładniej- konkretyzuje zgrabną wprawdzie stylistycznie i często powtarzaną, ale bardzo abstrakcyjną formułę masowego uczestnictwa obywatela w procedurach związanych z wiedzą. Korzystanie z kwantów wiedzy, fiszek, worków oraz współudział w ich tworzeniu może być procesem tak masowym, jak tylko będzie wymagało tego zapotrzebowanie społeczne i zgodna ze zdrowym rozsądkiem praktyka.

Proces edukacji związany z uczestnictwem w poznawaniu procedur infobrokerskich jest nikogo nie urażającą formułą likwidacji masowego analfabetyzmu funkcjonalnego- przy okazji upowszechniania logicznego, „istotnościowego” sposobu myślenia.

Edukacja informatyczna prowadzona w związku z przygotowaniem do współpracy w infobrokerstwie systemowym- pozwoli stworzyć standardy niezbędne do planowania, prowadzenia i monitorowania procesów dydaktycznych w wielu grupach zawodowych, świadczących usługi publiczne, a szczególnie administracji publicznej.

Proces racjonalizacji stanowiskowych procedur pracy umysłowej ma szansę przekroczyć zaklęty krąg tworzenia produktów intelektualnych jednorazowego użytku. Oszczędności czasu pracy powstające z tego tytułu- trudne są już teraz do oszacowania, ale wykroczą daleko poza symboliczne rozmiary.

Infobrokerstwo systemowe stwarza realną szansę wsparcia administracji publicznej w racjonalizacji istotnych dla nas wszystkich procesów decyzyjnych.

LITERATURA

 

  1. Polska w drodze do społeczeństwa informacyjnego. Raport o rozwoju społecznym. Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju. Warszawa 2002;
  2. Lech Zacher, Polskie badania nad społeczeństwem informacyjnym /w:/  http: //www.uci.agh.edu.pl /agh/ dep/ WNSS/konferencja/doc/ Zacher.doc;
  3. HUMAN- COMPUTER INTERACTION, Gdańsk 2003;
  4. Duda Jarosław, Antoni Jeżowski, Wojciech Misiąg, Bogdan  Nowak, Jacek Szlachta, Janusz Zaleski, Mierzenie ilości i jakości usług publicznych jako element programu rozwoju instytucjonalnego, Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową, Warszawa 2004;
  5. Wojewódzki T.: Twierdzenia optymalizacyjne w naukach społecznych. „Prakseologia” 1986/1-2. 


[1] Prof. Ryszard Tadeusiewicz „Tygodnik Powszechny” Nr 23 (2761), 9 czerwca 2002

[2] Europejski Certyfikat umiejętności Komputerowych (Europa Computer Driving Licence) zaświadcza, że jego posiadacz potrafi prawidłowo realizować przy pomocy komputera podstawowe zadania, takie, jak: edycja tekstów, wykorzystanie arkusza kalkulacyjnego czy sieci komputerowej. Kontrola tych umiejętności jest realizowana jako 7 egzaminów, w tym 1 teoretyczny i 6 praktycznych. Źródło: www.ecdl.com.pl

[3]  Zakres i zasady szkoleń i egzaminów realizowanych w ECDL. Źródło : www.ecdl.com.pl

[5] Fiszkowy System Zarządzania Wiedzą.

[6] Internetowa encyklopedia tworzona w oparciu o wolną licencję wspólnie przez wielu ochotników- internatów. Źródło: www.wikipedia.org
Licencja Creative Commons
Infobrokerstwo – jako nowa płaszczyzna wsparcia administracji publicznej by Tadeusz Wojewódzki is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe License.
W oparciu o utwór dostępny pod adresem http://infobrokerstwo.pl/965/

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *