Adresaci MSE™

Dwaj ludzie – adresaci MSE™

Prezentacją produktu rządzą dwie – przynajmniej – reguły:

  • pierwsza to taka, że każda sroka swój ogon chwali i dlatego mało kto wierzy sroce, a sroka kiedy już gada, to gada i gada – im więcej – tym gorzej dla niej
  • druga to taka, że potencjalny odbiorca chętniej słucha tych, którzy ze sroką mieli kontakt; z dwóch nieznanych – sroki i użytkownika produktu sroki -potencjalni kupcy wolą użytkownika.

Dlatego poprawnie sformułowana prezentacja produktu – to krótka i konkretna mowa oparta na opiniach firm, które go wdrażały. Tak jest z normalnymi produktami. MSE™ – i pod tym względem – jest z innej półki. Dlaczego?

Dlatego, że MSE™ zajmuje się tym, co w firmach jest najdelikatniejszą materią. Najbardziej chronioną i najchętniej pomijaną milczeniem. Jak temat nieudanego życia intymnego w rzetelnym małżeństwie: każdy jakoś sobie z tym radzi, więc po co wywoływać temat?

MSE to nie seks. Ale to opowieść o sposobach myślenia obecnych w firmie. Czyli o potencjale intelektualnym, o tym na co tak naprawdę ludzi stać. To szansa lub jej brak – na innowacyjność, na sensowne zmiany, na satysfakcję z pracy lub jej brak, na codzienną normalność w środowisku pracy, a także i na zysk.  To jak pokazywanie nagiego w społeczności firmy. Nie konkretnego wprawdzie, bo MSE™ identyfikuje zjawiska, a nie ludzi, niemniej ludzie i tak wiedzą swoje.

Raport MSE™ o mentalnych uwarunkowaniach środowiska zmian, wraz z rekomendacją działań organizacyjnych  – jest lekturą wywołującą różne reakcje.

Pierwsza – bywa i  taka, żeby to schować, zakopać, zamieść pod dywan. Infantylne? Dyrektor w dużej firmie, która zapłaciła  kilkadziesiąt tysięcy złotych – miał doktorat z zarządzania, CV jak książkowy model. Zakopał taki raport u siebie w biurku i dopiero dwa lata później, po jego odejściu – raport ujrzał światło dzienne. Raport, który nikogo imiennie nie wskazywał, nikogo nie obrażał. Raport pokazywał poziom obecności 11 syndromów barier mentalnych i 4 zagrożenia w sposobach myślenia. W tym: fetysz czasu – obecny praktycznie w 90 % polskich firm. Treść tego raportu była sumą tego, co wiedzieli wcześniej ludzie. Wiedzieli, tyle tylko, że nie potrafili tego nazwać.

Dyrektor innej firmy – wielkiej spółki – wpadł w panikę już w trakcie kwestionariuszowego badania. Pomimo, ze kwestionariusz dotarł już do kilkuset zainteresowanych, nakazał natychmiastowe zdjęcie go z sieci i poinformowanie zainteresowanych, że to była pomyłka. Że kwestionariusz poszedł do ludzi przypadkiem. I tak ponad 100 osób zdążyło go wypełnić. Ale wyniki go nie interesowały.

Czy opowieści tego typu są najlepszą formułą prezentacji zalet produktu?

Ponad wszelką wątpliwość pokazują one wagę problemów poruszanych przez MSE™ oraz potwierdzają fakt, że z rangi tej problematyki zdają sobie sprawę kadry menedżerskie.  Ale nasze doświadczenia wskazują nadto i na to, że MSE ™ jest dla ludzi doskonałą formułą mówienia o najważniejszych sprawach firmy – w bezpieczny dla nich i pożyteczny dla firmy – sposób. Dlatego MSE™ rodzi w ludziach nadzieję. Sprawy, które uważali wcześniej za przegrane, a problemy za nie do rozwiązania – okazują się nagle relatywnie proste. Taki stan rzeczy skutkuje wzrostem potencjału energetycznego, co przekłada się na stosunek do sensownych zmian, pozytywne relacje międzyludzkie i efekty ekonomiczne.

MSE™ jest produktem dla firm, które poważnie myślą o przyszłości i o zatrudnionych ludziach. Adresatem MSE™ są we wszystkich polskich firmach – praktycznie dwaj ludzie: pracownik, który poczyta na temat MSE™ tyle, by wiedzieć co to jest i jakie korzyści można dzięki tej metodyce odnieść i szef firmy, który poważnie traktuje siebie, ludzi i to – co robi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *